reklama reklama
usuń na 24h reklama
menu ligowe
Archiwum
poziomy rozgrywek
aktualności
aktualności
Rozgrywki
Statystyki
Futbol.tv
turnieje
Wywiady
SUPERBET CUP
Galeria
1 Liga
2 Liga
3 Liga
4 Liga
5 Liga
6 Liga
7 Liga
8 Liga
ID
Godzina
Gospodarz
Wynik
Gość
Raport
1
14:00

Na zakończenie sezonu przyszło nam oglądać spotkanie, które miało ogromne znaczenie dla YUG.BUD. Stawką było przypieczętowanie mistrzowskiego tytułu i choć przed meczem można było wskazywać faworyta, to Szereg Homogenizowany nie należał do drużyn, które oddają punkty za darmo. Zapowiadało się więc ciekawe widowisko i dokładnie takie dostaliśmy.

Od pierwszych minut dało się słyszeć, że YUG.BUD nie przyjechał sam. Przez całe spotkanie drużynę niósł głośny doping ich fanek, który dodawał zawodnikom energii przy każdej akcji. Trzeba przyznać, że atmosfera wokół boiska była godna meczu o mistrzostwo i stanowiła świetne tło dla wydarzeń na murawie.

Sam początek przyniósł jednak pewne zaskoczenie. Gdy większość spodziewała się, że ofensywę napędzać będą przede wszystkim Volodymyr Kharin i Olek Pliakin, na pierwszy plan wysunął się Nazar Dydchik. To właśnie on raz po raz znajdował drogę do bramki i był głównym powodem, dla którego YUG.BUD zaczął budować przewagę. Wspierany przez niezawodnego Kharina stworzył duet, który praktycznie przesądził o losach spotkania jeszcze zanim emocje zdążyły na dobre się rozkręcić.

Kiedy wynik był już pod kontrolą przyszłych mistrzów, przyszedł moment, który szczególnie ucieszył całą drużynę. Dwukrotnie na listę strzelców wpisał się Yurii – grający trener YUG.BUD i jedna z najważniejszych postaci tego projektu. Nie były to trafienia decydujące o wyniku, ale miały ogromne znaczenie symboliczne. Po obu golach było widać szczerą radość całego zespołu, który celebrował trafienia swojego lidera równie mocno jak sam fakt zbliżającego się mistrzostwa. Takie momenty najlepiej pokazują atmosferę panującą w drużynie i to, jak bardzo jest ona zżyta.

W dalszej części meczu YUG.BUD grał dokładnie tak, jak przystało na przyszłego mistrza. Spokój w rozegraniu, cierpliwość, dobra organizacja oraz indywidualna jakość zawodników sprawiały, że kontrolowali przebieg wydarzeń na boisku. Szereg Homogenizowany próbował odpowiadać i szukać swoich okazji, ale przewaga lidera była widoczna przez większą część spotkania. Gdy wybrzmiał końcowy gwizdek, najważniejsza informacja była już jasna. YUG.BUD przypieczętował mistrzowski tytuł, kończąc sezon w najlepszy możliwy sposób. Był to sukces całej drużyny, która przez cały sezon prezentowała wysoką formę i potrafiła udźwignąć presję najważniejszych spotkań.

Tego dnia szczególnie zapamiętamy koncert Nazara Dydchika, skuteczność Volodymyra Kharina, bramki grającego trenera Yurii’ego oraz doping fanek, który przez cały mecz niósł mistrzów do zwycięstwa. Tak właśnie wygląda zakończenie sezonu godne mistrza.

2
14:00

Przed pierwszym gwizdkiem niewielu spodziewało się takiego scenariusza. Niedzielni, którzy przed tym spotkaniem zamykali ligową tabelę z dorobkiem zaledwie sześciu punktów, podejmowali zajmujących piąte miejsce Pogromców Poprzeczek. Różnica pozycji sugerowała wyraźnego faworyta, jednak boisko po raz kolejny udowodniło, że piłka nożna potrafi pisać własne historie.

Od pierwszych minut gospodarze pokazali, że nie zamierzają oddać punktów bez walki. Już w 6. minucie Damian Grochowski wykorzystał dobrą akcję swojego zespołu i otworzył wynik spotkania, wprawiając w osłupienie wyżej notowanych rywali. Jeszcze większe zaskoczenie przyszło w 13. minucie, gdy Niedzielni podwyższyli prowadzenie na 2:0. Pogromcy Poprzeczek znaleźli się w bardzo trudnym położeniu, a gospodarze grali z ogromną pewnością siebie i skutecznie realizowali swój plan.

Goście odpowiedzieli jednak jak na drużynę z czołówki przystało. W 16. minucie sędzia podyktował rzut karny, który pewnie wykorzystał Mateusz Niewiadomy. Pogromcy odzyskali wiarę, a ich napór przyniósł efekt tuż przed przerwą. W 23. minucie Michał Bogucki doprowadził do wyrównania i obie drużyny schodziły do szatni przy wyniku 2:2.

Druga połowa zapowiadała dalsze emocje. Jako pierwsi ponownie zaatakowali Niedzielni, którzy odzyskali prowadzenie po kolejnym skutecznym ataku. Od tego momentu tempo spotkania wyraźnie wzrosło. Obie drużyny tworzyły sobie sytuacje bramkowe, jednak bardzo dobrze spisywali się bramkarze, którzy wielokrotnie ratowali swoje zespoły przed utratą kolejnych goli. Gdy wydawało się, że gospodarze są coraz bliżej sprawienia jednej z największych niespodzianek kolejki, pięć minut przed końcem do remisu doprowadził Marcin Kowalski. Radość Pogromców nie trwała jednak długo. Zaledwie minutę później Jan Wójcik popisał się kapitalnym uderzeniem z dystansu, ponownie wyprowadzając Niedzielnych na prowadzenie. Piłka po jego strzale wpadła do siatki, a gospodarze byli już naprawdę blisko zdobycia kompletu punktów. Pogromcy Poprzeczek pokazali jednak charakter. Na dwie minuty przed końcem meczu Dariusz Kozłowski wykorzystał jedną z ostatnich okazji swojego zespołu i doprowadził do wyniku 4:4. Ale to wcale nie był koniec!

W ostatniej akcji spotkania Marcin Kowalski wyszedł sam na sam z bramkarzem Niedzielnych. Golkiper gospodarzy, próbując ratować swój zespół, zagrał piłkę ręką poza polem karnym, za co słusznie obejrzał czerwoną kartkę. Pogromcy otrzymali wymarzoną okazję do zdobycia zwycięskiej bramki z ostatniego stałego fragmentu gry. Presja była ogromna. Piłka została ustawiona, zawodnicy zajęli miejsca w polu karnym, jednak strzał okazał się nieudany i futbolówka poszybowała ponad bramką. Chwilę później arbiter zakończył spotkanie.

Po niezwykle emocjonującym meczu Niedzielni zremisowali z Pogromcami Poprzeczek 4:4, zdobywając cenny punkt i pokazując, że nawet drużyna zamykająca tabelę potrafi postawić bardzo trudne warunki zespołom z ligowej czołówki.

3
15:00

Green Team przystępował do spotkania jako wicelider tabeli z dorobkiem 40 punktów, mając tyle samo oczek co prowadzący YUG.BUD i wciąż licząc się w walce o mistrzostwo. Oldboys Derby III zajmowali 6. miejsce z 24 punktami i chcieli sprawić niespodziankę przeciwko jednemu z najmocniejszych zespołów rozgrywek.

Od pierwszych minut było widać, że Green Team zamierza narzucić własne warunki gry. Gospodarze szybko przejęli inicjatywę i konsekwentnie budowali przewagę. W 11. minucie wynik spotkania otworzył Waszczuk, pewnie wykorzystując rzut karny. Zaledwie minutę później prowadzenie podwyższył Jakubowski po asyście Ponieważa i faworyci błyskawicznie zbudowali sobie komfortową przewagę.

Oldboys zdołali odpowiedzieć w 14. minucie. Gacoń dobrze obsłużył Łukasiewicza, który skutecznym strzałem pokonał bramkarza Green Team i przywrócił swojej drużynie nadzieję na korzystny rezultat. Gospodarze nie pozwolili jednak rywalom rozwinąć skrzydeł. W 17. minucie Ponieważ wykorzystał podanie Szkopa, a minutę później Kuna, po asyście Jakubowskiego, podwyższył wynik na 4:1. Tuż przed przerwą kolejny cios zadał Green Team – w 23. minucie Zawistowski wykorzystał dogranie Zaborowskiego, ustalając wynik pierwszej połowy na 5:1.

Po zmianie stron Oldboys próbowali wrócić do gry i w 37. minucie Grudzień zdobył drugą bramkę dla swojego zespołu. Odpowiedź Zielonych była jednak natychmiastowa. Minutę później Ponieważ ponownie wpisał się na listę strzelców, przywracając swojej drużynie czterobramkową przewagę i praktycznie odbierając rywalom nadzieję na odwrócenie losów meczu. Końcówka należała już wyłącznie do gospodarzy. W 43. minucie Waszczuk zdobył swoją drugą bramkę w spotkaniu, a chwilę później wynik ustalił Zaborowski. Green Team do ostatniego gwizdka kontrolował wydarzenia na boisku, nie pozwalając rywalom na stworzenie większego zagrożenia.

Ostatecznie wicelider tabeli pewnie pokonał Oldboys Derby III 8:2. Na szczególne wyróżnienie zasłużyli Ponieważ i Waszczuk, którzy zdobyli po dwie bramki i byli jednymi z najaktywniejszych zawodników ofensywy swojego zespołu. Duży wkład w zwycięstwo mieli również Jakubowski oraz Zaborowski, dzięki którym gospodarze przez cały mecz utrzymywali wysokie tempo i regularnie stwarzali zagrożenie pod bramką rywali.

4
15:00

W meczu 15. ligi Ligi Fanów zespół RCD Los Rogalos podejmował Inter. Gospodarze mieli już zapewnione bezpieczne utrzymanie i mogli przystąpić do tego pojedynku na dużym luzie, bez zbędnej presji. Zgoła odmienne nastroje panowały w obozie gości. Dla Interu było to kluczowe spotkanie w kontekście układu sił na finiszu sezonu. Ewentualne potknięcie mogło zostać bezwzględnie wykorzystane przez bezpośrednich rywali, którzy wciąż liczyli na wyprzedzenie Interu w walce o upragniony awans do wyższej klasy rozgrywkowej.

Już sam początek meczu wyraźnie pokazał, że goście potraktowali to zadanie niezwykle poważnie. Po zaledwie kilku minutach gry Inter prowadził już 1:0 i od pierwszego gwizdka narzucał własne warunki. W kolejnej fazie pierwszej połowy przewaga przyjezdnych stale rosła. Przy stanie 3:0 gospodarze zdołali w końcu odpowiedzieć i zdobyli swoją pierwszą bramkę, dając sygnał, że nie zamierzają oddać meczu bez walki. Inter szybko jednak odzyskał pełną kontrolę nad wydarzeniami na boisku i jeszcze przed przerwą zadał czwarty cios. Pierwsza część spotkania zakończyła się w pełni zasłużonym prowadzeniem faworytów 4:1.

Druga odsłona miała bardzo podobny przebieg. Inter nadal dyktował tempo gry i konsekwentnie powiększał swoją przewagę. Zawodnicy Los Rogalos ambitnie starali się odgryzać i znacznie częściej atakowali bramkę przeciwnika niż przed przerwą. Mimo kilku udanych akcji gospodarzy to goście pozostawali stroną zdecydowanie bardziej konkretną pod bramką rywali. W 40. minucie na tablicy wyników widniał już rezultat 7:3, a jednym z głównych bohaterów spotkania był Artem Kolianovsky. Zawodnik Interu rozgrywał kapitalne zawody i ostatecznie zakończył mecz z dorobkiem aż pięciu bramek, będąc prawdziwym liderem ofensywy swojego zespołu.

Końcowy fragment meczu należał już bezapelacyjnie do gości. Inter nie zwalniał tempa, wykorzystując kolejne okazje i zamieniając swoją przewagę na następne trafienia. Ostatecznie przyjezdni wygrali ten emocjonujący pojedynek aż 10:4, pieczętując efektownym zwycięstwem awans na 14. poziom rozgrywkowy.

5
17:00

W meczu dwóch spadkowiczów 15. ligi, czyli Syrenki i Wombatów, trudno było wskazać wyraźnego faworyta. Ostateczną odpowiedź miała dać murawa i zrobiła to bardzo szybko oraz zdecydowanie. Nie było większych wątpliwości, kto tego dnia był lepszy i zasłużył na zwycięstwo. Wombaty niezwykle pewnie pokonały rywali, wygrywając aż 10:2.

Choć końcowy wynik może sugerować jednostronne widowisko, początek spotkania wyglądał zupełnie inaczej. Od pierwszych minut oglądaliśmy bardzo wyrównany i zacięty pojedynek. Syrenka nie odstawiała nogi i dzielnie walczyła o swoje. Gospodarze potrafili tworzyć sytuacje i dochodzili do okazji strzeleckich, jednak często brakowało im postawienia przysłowiowej kropki nad i. Zabrakło tego ostatniego kontaktu z piłką, który w futbolu bywa najważniejszy.

Wombaty również odpowiadały własnymi atakami. Wiele prób strzałów z dystansu oraz indywidualnych rajdów przeprowadzali między innymi Wojtek Grabowski i jego koledzy, jednak przez długi czas nie przekładało się to na większą przewagę bramkową. Po pierwszych 25 minutach Wombaty prowadziły jedynie 2:1 i nic nie zapowiadało tak wysokiego zwycięstwa.

To, co wydarzyło się po przerwie, było już jednak prawdziwym pokazem siły zespołu Szymona Godonia. Wombaty nie pozostawiły rywalom żadnych złudzeń. Od pierwszego gwizdka drugiej połowy zepchnęły przeciwników do głębokiej defensywy i rozpoczęły regularne bombardowanie bramki Syrenki. Z każdą kolejną minutą przewaga rosła, a gospodarzom coraz trudniej było powstrzymywać rozpędzonych rywali. Liderami ofensywy byli ponownie Wojtek Grabowski oraz Maciej Stąporek. Obaj po raz kolejny pokazali, że są kluczowymi postaciami zespołu, jeśli chodzi o kreowanie akcji i nadawanie tempa grze. Ich aktywność oraz skuteczność miały ogromny wpływ na przebieg drugiej połowy i końcowy rezultat.

Wombaty zakończyły sezon efektownym zwycięstwem 10:2, potwierdzając swoją jakość w ofensywie. Niestety dla nich trzy punkty zdobyte w ostatniej kolejce nie wystarczyły do utrzymania. Zespół kończy rozgrywki na 8. miejscu i żegna się z 15. ligą. Tuż za jego plecami uplasowała się Syrenka, która również nie zdołała uniknąć spadku. Mimo nieudanego sezonu obie drużyny pokazały charakter i do końca walczyły o jak najlepsze zakończenie rozgrywek.

Reklama